Obserwuj nas na

Kielce

Były szczypiornista Michał Jurecki – zapalony wędkarz, który nie je karpia

Avatar photo

Dodano

Michał Jurecki, dyr. sportowy Industrii Kielce, święta spędza w rodzinnym gronie. W rozmowie z PAP były znakomity piłkarz ręczny opowiada o swoim prywatnym obliczu: niechęci do wigilijnego karpia, ulubionej świątecznej potrawie oraz dziecięcej fascynacji klockami Lego i kosmosem.

Dla kieleckiego szczypiorniaka mijający rok był wyjątkowo wymagający. Mimo licznych urazów, które dziesiątkowały skład, drużynie udało się wywalczyć dwa ważne trofea: Puchar i Superpuchar Polski. Jurecki przyznał jednak, że spory niedosyt pozostawiła walka o mistrzostwo kraju. Industria pierwszy finałowy mecz z Orlen Wisłą Płock przegrała na wyjeździe jedną bramką, a drugi u siebie po rzutach karnych.

– O tytule przesądziły drobne błędy. Czasami granica między porażką a zwycięstwem jest bardzo cienka. Tym razem byliśmy niestety po tej złej stronie – dodał dyr. sportowy kieleckiego klubu, określając cały sezon mianem sportowego „rollercoastera”.

Kluczem do lepszej gry w końcówce roku okazał się powrót kontuzjowanych zawodników. Wicemistrz świata z 2007 roku podkreślił, że potencjał drużyny jest ogromny, ale wymaga pełnej kadry.

– Jak już jest nas więcej, mamy więcej ludzi, więcej rąk na pokładzie, ta gra wygląda dużo lepiej – zauważył Jurecki.

Odnosząc się do przedsezonowych transferów (Aleks Vlah, Piotr Jarosiewicz, Piotr Jędraszczyk i Adam Morawski) zaznaczył, że to „dopiero połowa drogi”, a zawodnicy wciąż pracują nad pokazaniem pełni swoich umiejętności.

Choć okres bożonarodzeniowy powinien być czasem wytchnienia od pracy, w domu Jureckiego sport jest obecny niemal bez przerwy. Nawet gdy piłka ręczna schodzi na dalszy plan, telewizor tętni życiem innych dyscyplin.

– U mnie zawsze dużo sportu praktycznie leci w telewizji i cały czas jak nie piłka nożna, koszykówka, NFL, to tenis czy siatkówka – przyznał dyrektor sportowy. Dodał, że pasja ta udzieliła się również jego żonie, która stała się wiernym kibicem.

Wigilijny stół u państwa Jureckich ma swoje unikalne zasady. Mimo że Michał jest zapalonym wędkarzem, na jego talerzu próżno szukać tradycyjnego karpia.

– Od dzieciństwa nie jestem fanem karpia. Wędkuję, ale karpia akurat nie jem – zdradził.

Zamiast tego, króluje potrawa znana mu z lat najmłodszych, tzw. makiełki, czyli makaron z makiem na słodko.

W kuchni dyrektor sportowy „ustępuje miejsca fachowcom”, czyli żonie i dwóm córkom, samemu przyjmując rolę „wspierającego kibica” – Podchodzę, próbuję danej potrawy i oceniam, czy jest dobrze doprawiona – opowiada o swojej roli w przygotowaniach.

Święta to dla Jureckiego także powrót do sentymentalnych wspomnień. Jako najmłodszy z trzech braci miał w domu rodzinnym odpowiedzialne zadanie. – Do mnie zawsze należało ubieranie choinki. Tę tradycję kultywuję do dziś, dekorując drzewko wspólnie z moimi córkami – powiedział zwycięzca Ligi Mistrzów z 2016 roku.

Pytany o najbardziej zapamiętany prezent z dzieciństwa, przywołuje upominki, które rozbudziły w nim zainteresowanie światem i nauką.

– Był kiedyś wóz strażacki z klocków Lego. Później pamiętam też statek kosmiczny. Do dzisiaj mi ten gdzieś kosmos został w głowie – mówił, dodając, że do teraz chętnie sięga po filmy i książki o tematyce fantastycznonaukowej.

Mimo zabiegania i „wyścigu szczurów”, który cechuje współczesną codzienność, Jurecki apeluje o chwilę zatrzymania się w te nadchodzące dni. Skierował też życzenia do kibiców kieleckiej drużyny.

– Dużo zdrowia, spokoju, mile spędzonego czasu z rodziną i chwili odpoczynku od tego codziennego zgiełku. Ma nadzieję, że ten czas pozwoli wszystkim przemyśleć minione chwile i zaplanować jeszcze lepsze czasy przed sobą – życzył Jurecki. (PAP)

maj/ krys/

Continue Reading
Reklama

Dodaj komentarz

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *