Kielce
Dujszebajew: wszystko mieliśmy w swoich rękach
Piłkarze ręczni Industrii Kielce w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów zremisowali we własnej hali (32:32) i nie odrobili strat z pierwszego spotkania. – Wszystko mieliśmy w swoich rękach, odpadliśmy na własne życzenie – powiedział trener Tałant Dujszebajew.
Wicemistrzowie Polski, którzy na Węgrzech przegrali 23:26, rewanżowy mecz rozpoczęli fatalnie, przegrywając po kilku minutach 0:4. Później mozolnie odrabiali straty i w drugiej połowie wyszli nawet na czterobramkowe prowadzenie, które dawało im awans. W końcowych minutach w ataku popełniali jednak błąd za błędem i rywale bezlitośnie to wykorzystali.
– Wszystko mieliśmy w naszych rękach. Wygrywamy czterema bramkami, mamy piłkę i wtedy robimy to, co wszyscy widzieli. Odpadliśmy z rozgrywek na własne życzenie. Nie mam pretensji do zespołu za walkę, zostawił serce na parkiecie, ale to nie wystarczyło – mówił po meczu kirgiski szkoleniowiec.
Rozgrywający Daniel Dujshebaev wskazał, że w kluczowych momentach drużynie zabrakło opanowania. Choć ocenił drugą połowę jako bardzo udaną, podkreślił, że błędy w ostatnich pięciu minutach zadecydowały o pożegnaniu z rozgrywkami.
– W tym najważniejszym momencie nie wykorzystaliśmy tych akcji w ataku. Zabrakło nam chłodnej głowy w kilku sytuacjach. Ale trzeba przyznać, że w przekroju dwumeczu przeciwnik był od nas lepszy – ocenił zawodnik, gratulując węgierskiej drużynie sukcesu.
Tałant Dujszebajew odniósł się również do sytuacji kadrowej, wspominając o problemach Aleksa Vlaha, który zmagał się z urazem kolana i nie mógł grać na swoim optymalnym poziomie. Szkoleniowiec zaznaczył jednak, że nie zamierza szukać usprawiedliwień w brakach kadrowych, biorąc pełną odpowiedzialność za końcowy rezultat na siebie.
Po smutnym pożegnaniu z tegoroczną edycją Ligi Mistrzów w Hali Legionów, Daniel Dujshebaev zwrócił się bezpośrednio do sympatyków klubu.- Przepraszamy, daliśmy z siebie wszystko, ale dzisiaj to nie wystarczyło. Będziemy walczyć dalej, chcemy zdobyć Puchar Polski i wygrać ligę – podkreślił młodszy syn trenera Industrii, dla którego był to ostatni mecz w Lidze Mistrzów w barwach kieleckiego klubu. W przyszłym sezonie będzie reprezentował barwy niemieckiego Melsungen.
W zgoła odmiennym nastroju, co zrozumiałe, był trener węgierskiej drużyny.
– Przed tym meczem wiedzieliśmy, że gdy doprowadzimy do sytuacji, że wynik będzie na styku na około dziesięć minut przed końcem, to spróbujemy wykorzystać swoją szansę. Jestem bardzo dumny z zespołu, że zachował spokój, bo w drugiej połowie sytuacja dla nas bardzo się skomplikowała. Industria złapała rytm, kibice świetnie pomagali, więc jestem bardzo szczęśliwy – powiedział Michael Apelgren.
Dodał, że jego zespół na razie nie myśli o SC Magdeburg, który będzie rywalem zespołu z Szeged w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Zawodnicy mają czas na celebrowanie sukcesu, jakim jest wyeliminowanie tak świetnej drużyny jak Industria.
Obrotowy gości Bence Banhidi podkreślił, że dla jego drużyny to był „fizycznie i psychicznie bardzo trudny mecz”.
– W ciągu czterech minut przegrywaliśmy czterema golami i potrafiliśmy wrócić do meczu. Pokazaliśmy charakter, walkę, byliśmy jak lwy. Dzisiaj cieszymy się z awansu, na SC Magdeburg przyjdzie czas, a wcześniej też mamy do rozegrania ważne mecze. Ale w dzisiejszym handballu każdy może wygrać z każdym – zaznaczył 31-letni zawodnik.
Pierwszy ćwierćfinałowy mecz z obrońcą trofeum SC Magdeburg Węgrzy rozegrają u siebie (29 lub 30 kwietnia), rewanż tydzień później w Niemczech.
maj/ cegl/



