Kielce
Trener Korony Kielce po meczu z Radomiakiem: porażkę trzeba umieć przełknąć
Trener Korony Jacek Zieliński pogratulował swoim piłkarzom wygranej 2:0 w meczu 21. kolejki ekstraklasy z Radomiakiem. Zwrócił jednak uwagę na wydarzenia po końcowym gwizdku, gdy na boisku doszło do wielkiej awantury. – Wymknęło się to spod kontroli. Porażkę trzeba umieć przełknąć – stwierdził.
– Chciałbym pogratulować zawodnikom, bo wygraliśmy ważny mecz w trudnym dla nas momencie. Mieliśmy w tym spotkaniu też ciężkie chwile, ale suma summarum nasze zwycięstwo jest jak najbardziej zasłużone. Oczywiście Radomiak „cisnął” w drugiej połowie, próbował nas wcisnąć do bramki, ale mądrze broniliśmy się i rywale nie stworzyli zbyt wielu klarownych okazji – zauważył kielecki szkoleniowiec.
Zieliński przyznał, że w pewnym momencie znalazł się „oku cyklonu”.
– Chciałem podziękować sędziom i zawodnikom Radomiaka, a tymczasem jeden z piłkarzy radomskich zaczął mi wymachiwać pięścią przed nosem. To jest najwyraźniej koloryt tych spotkań derbowych. To, co się potem wydarzyło woła o pomstę do nieba. Tamar Svetlin został uderzony przez jakiegoś człowieka w dresie Radomiaka. Marcin Cebula (rezerwowy piłkarz Korony – przyp. PAP) dostał czerwoną kartkę, za to że tamtego gościa odepchnął. Nasz Michał Siejak (dyrektor marketingu Korony – przyp. PAP) dostaje butelką w głowę i zalany krwią zostaje odwieziony do szpitala. Zawodnicy Radomiaka dążyli do jakiego zwarcia. Nie wiem z czego to wynikało. Wymknęło się to spod kontroli. Porażkę trzeba umieć przełknąć – nie miał wątpliwości.
Trener Radomiaka Goncalo Feio nie krył smutku z powodu porażki.
– Wiemy, jak był to ważny dzień dla naszych kibiców. Pierwszą bramkę straciliśmy z powodu naszego błędu, błędu za którego proszę, abyście nie „krzyżowali” Filipa Majchrowicza. Oczywiście trzeba było podjąć lepszą decyzję, ale podjął jaką podjął i Korona to wykorzystała. Druga bramka padła po stałym fragmencie, gdy byliśmy dobrze ustawieni. Zasługą przeciwnika jest to, że oddał dwa strzały i prowadził 2:0.
Portugalczyk, mimo porażki, chwalił swoją drużynę za to, że pokazał charakter i ambicję, zdominowała rywala.
– Wynik bardzo boli. Nasze expected goals (gole oczekiwane – przyp. PAP), było na poziomie 1,81, a rywala 0,35. Oddaliśmy 24 strzały przeciwko czterem. Z pola karnego oddaliśmy 17 strzałów, a Korona dwa. Na takim boisku mieliśmy 83-procentową celność podań, a przeciwnik 55 procent – wyliczał, dodając, że teraz celem jest przekształcić te wskaźniki na skuteczność.
Feio zapytany o okoliczności otrzymania czerwonej kartki po drugim golu odparł:
– Kiedyś byłem nerwowy, gestykulowałem i dostałem czerwoną kartkę. Dzisiaj nerwów po mnie na pewno nie było widać, a i tak dostałem czerwoną kartkę. Sędzia techniczny twierdzi, że coś powiedziałem. Chciałbym, żebyście byli sprawiedliwi. Jak będziecie chcieli wrócić do „łatki”, którą mam, że jestem nerwowy i tak dalej. To nie jest prawda. Dzisiaj nie było żadnego momentu, żeby nie panował nad sobą. Po tej czerwonej kartce starałem się nadal robić wszystko, aby pomóc drużynie. Nikomu nie jest bardziej przykro, że zostałem tak potraktowany, nie jako trener, ale jako człowiek – posumował trener Radomiaka, który nie odniósł się do pomeczowej awantury.
– Byłem wtedy w szatni i dowiedziałem się potem, co tam się wydarzyło – wyjaśnił.
gw/ sab/ zdjęcie: Mateusz Bartkiewicz




