Pawłów
Noc grozy pod Starachowicami. Zbrodnia, która przeszła do historii świętokrzyskiego
Minęło już ponad pół wieku od wydarzeń, które na zawsze zapisały się w historii regionu świętokrzyskiego. W listopadową noc z 2 na 3 listopada 1969 roku w niewielkiej wsi Rzepin koło Starachowic doszło do jednej z najbardziej brutalnych zbrodni w powojennej Polsce. Ofiarą padła cała rodzina miejscowego sołtysa. Sprawcami okazali się ludzie, których nikt nie podejrzewałby o tak potworne czyny — sąsiedzi, członkowie znanej w okolicy rodziny Zakrzewskich.
Pożar, który miał ukryć prawdę
Mieszkańców wsi obudził nocny blask i zapach dymu. W gospodarstwie rodziny Lipów płonął dom. Zanim ogień ogarnął budynek, sąsiedzi zdążyli wydobyć z wnętrza pięć ciał. Początkowo sądzono, że tragedia była wynikiem nieszczęśliwego wypadku. Dopiero śledczy ustalili, że nikt z domowników nie zginął w płomieniach. Wszyscy zostali zamordowani — większość we śnie, uderzeniami siekiery i motyki. Wśród ofiar była 18-letnia Krystyna Lipa, w zaawansowanej ciąży.
Ślady rabunku i wcześniejsze konflikty sołtysa z niektórymi mieszkańcami wskazywały, że zbrodnia mogła mieć charakter zemsty lub napaści na tle rabunkowym. Podejrzenia szybko padły na rodzinę Zakrzewskich — Józefa i jego synów Czesława oraz Adama.
Rodzina, której się bano
We wsi o Zakrzewskich mówiono od lat. Czesław był znany z napadów i rozbojów, ojciec Józef – z konfliktów z lokalnymi władzami. Choć często wchodził w spory z sąsiadami, rzadko ponosił konsekwencje. Z czasem mieszkańcy zaczęli ich unikać, a wokół rodziny narosła atmosfera strachu.
Przełom w śledztwie nastąpił dopiero kilka miesięcy po tragedii. Czesław został zatrzymany pod zarzutem kradzieży drewna. Wkrótce wyszło na jaw, że tej samej nocy, gdy zginęli Lipowie, nie było go w domu. Funkcjonariusze zastosowali niekonwencjonalne metody – do jego celi wprowadzono agenta, a w domu zainstalowano podsłuch. To wystarczyło, by sprawa ruszyła naprzód.
Mroczne wyznania i wcześniejsze zbrodnie
Podczas przesłuchań Czesław przyznał się do udziału w zabójstwie rodziny Lipów. Opisał też inne morderstwa, które wraz z ojcem miał popełnić w poprzednich latach – m.in. na sołtysach z okolicznych wsi. Śledczy odkryli, że Zakrzewscy zabijali z zimną krwią, kierowani nienawiścią i żądzą zemsty. Ich ofiary ginęły od kul, noży, siekier.
Okazało się również, że w domu Zakrzewskich praktykowano osobliwe rytuały. W świetle krzyża i świec mieli symbolicznie „wydawać wyroki” na tych, których uznawali za wrogów. Choć trudno dziś oddzielić fakty od elementów ludowej grozy, relacje świadków były spójne i wstrząsające.
Proces, który śledziła cała Polska
Sprawa Zakrzewskich była jednym z najgłośniejszych procesów kryminalnych początku lat 70. XX wieku. Sala sądowa w Kielcach wypełniała się po brzegi, a podczas wizji lokalnych w Rzepinie zbierały się tłumy domagające się samosądu.
Wyroki zapadły 28 czerwca 1971 roku. Józef i Czesław Zakrzewscy zostali skazani na karę śmierci, najmłodszy Adam – na 25 lat więzienia. Egzekucję ojca i syna wykonano w lutym 1972 roku w więzieniu przy ulicy Montelupich w Krakowie. Adam po kilku latach odebrał sobie życie w celi.
Echo zbrodni
Choć od tych wydarzeń minęło ponad pięćdziesiąt lat, wspomnienie krwawej nocy wciąż budzi niepokój wśród starszych mieszkańców okolicy. Dom Lipów dawno już nie istnieje, ale pamięć o rodzinie i tamtej tragedii przetrwała. W lokalnych opowieściach do dziś powraca motyw pożaru, ciszy przerywanej krzykiem i płomieni, które miały ukryć potworną prawdę.
Zbrodnia Zakrzewskich to historia, która wstrząsnęła nie tylko regionem, ale całą Polską. Do dziś pozostaje symbolem tego, jak zło może rozrosnąć się w ciszy zwykłej wsi – aż w końcu wybuchnie w sposób, którego nikt się nie spodziewa.





